Relacja z Rzymu - pwd. Michał Sztompke

Ostatnia Biała Służba


Relacja z pielgrzymki do Watykanu

Gdy tylko okazało się, że stan zdrowia Ojca Świętego pogarsza się i jest prawdopodobne, że jego wielki pontyfikat może dobiegać końca, w naszym gronie instruktorów byliśmy pewni, że musimy oddać Mu ostatni hołd i do końca wypełnić ostatnią Białą Służbę. W napięciu, ale także w modlitwie upływały nam godziny, w których podawano coraz smutniejsze wiadomości, aż w końcu, w trakcie harcerskiego czuwania w kościele św. Jacka usłyszeliśmy smutną wiadomość, Ojciec Święty zmarł.
Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że jest organizowany wyjazd do Watykanu na Jego pogrzeb. Od razu zgłosiliśmy swój udział i zostaliśmy zakwalifikowani na wyjazd jako reprezentanci ZHP. Razem z druhną wiceprzewodniczącą ZHP hm. Wandą Czarnotą, zastępczynią naczelnika ZHP hm. Teresą Hernik i z władzami kilku chorągwi oraz sporą grupą harcerzy i instruktorów spotkaliśmy się w środę z samego rana pod budynkiem GK. Czekały na nas nowoczesne harcerskie autokary które zapewniła chorągiew wielkopolska. Trzydziestogodzinna podróż upłynęła nam pod znakiem wspólnych rozmów, modlitwy poprowadzonej przez ks. kapelana chorągwi wielkopolskiej oraz rozmyślań nad tym czy dostaniemy się na Plac Św. Piotra. W trakcie podróży docierały do nas wiadomości, że cały Rzym jest zamknięty, że autokary są zawracane kilkaset kilometrów przed miastem i nie ma szans, żeby dostać się na uroczystości pogrzebowe. Mimo obaw, jechaliśmy dalej. Byliśmy w stałym kontakcie z przedstawicielką włoskiej organizacji skautowej AGESCI. Zapewniała nas, ze wszystko jest w porządku. Już w autokarach dowiedzieliśmy się, ze jest szansa, żeby część naszej grupy pomogła włoskim skautom w służbie wodnej i medycznej na Placu Św. Piotra. Ostatecznie była to grupa 20 harcerzy z chorągwi stołecznej, białostockiej i gdańskiej. Razem z kilkoma przyjaciółmi mieliśmy szczęście zostać włączonymi do tej grupy.
Po dotarciu na miejsce zakwaterowania, na campingu około 15 km od Rzymu okazało się, że wbrew wcześniejszym ostrzeżeniom nie ma aż tak ogromnego tłoku i nawet są pojedyncze wolne miejsca noclegowe.
Na Placu Świętego Piotra stawiliśmy się o północy, w noc poprzedzającą mszę pogrzebową. Razem z kilkuset osobową grupą włoskich skautów i wolontariuszy mieliśmy odprawę. Naszej grupie przypadła służba wodna w pierwszych sektorach, umiejscowionych najbliżej ołtarza i miejsca gdzie będzie spoczywać trumna z ciałem Jana Pawła II.
Cała noc spędziliśmy na oczekiwaniu na wiernych, na rozstawianiu zgrzewek z wodą mineralną. Część z nas odpoczywała, drzemiąc pod kolumnami otaczającymi plac Świetego Piotra. Od szóstej rano na plac zaczęli przybywać wierni. Prawie cały plac wypełnił się tłumem ludzi z niemal całego świata. We wszystkich sektorach powiewały flagi Polski, a nawet na tak egzotycznych jak wyspy Bahama czy też Kenia i Nigeria. Jednak w tym dniu Rzym stał się polskim miastem.
Stojąc w harcerskim mundurze i kamizelce ratownika medycznego byliśmy dumni i wzruszeni, że możemy znajdować się w samym centrum tego międzynarodowego tłumu ludzi zjednoczonych pamięcią o Ojcu Świętym. Podczas mszy chodziliśmy pomiędzy sektorami i roznosiliśmy wodę wiernym.

Gdy rozpoczęła się msza i prowadzący mszę kardynał Ratzinger zaczął prowadzić łacińską liturgię, cały plac pogrążył się w modlitwie, przerywanej raz po raz oklaskami będącymi wyrazem największego szacunku i hołdu dla Ojca Świętego. Moment wyniesienia trumny był chyba najbardziej wzruszającą chwilą w życiu obecnych na placu.
W czasie mszy dużo osób nie wstydziło się łez ani otwartej głośnej modlitwy. Roznosząc wodę często słyszeliśmy słowa wdzięczności i radości, że harcerze z ZHP także tutaj, w Watykanie pełnią Białą Służbę.
Cała uroczystość zakończyła się około godziny 14. Mimo ogromnego zmęczenia (na placu byliśmy od północy) udaliśmy się na szybkie zwiedzanie Rzymu. Na ulicach dominował biało-czerwony kolor polskich flag, a o drogę łatwiej było się zapytać po polsku niż po włosku czy też angielsku, a w na sklepach były przypięte napisy „Mówimy po polsku".
Mając niewiele czasu zdążyliśmy odwiedzić Forum Romanum oraz rzymskie Koloseum. Oba monumenty zrobiły na nas olbrzymie wrażenie, utwierdzając nas w tym, że Rzym to naprawdę wieczne miasto.
Wieczorem powróciliśmy na camping i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Z samego rana wsiedliśmy do autokarów i udaliśmy się w drogę powrotną, po drodze zatrzymując się w Asyżu - w sanktuarium św. Franciszka. W niedzielę z samego rana, na przydrożnym parkingu, gdzieś w Czechach, zatrzymaliśmy się na polową mszę świętą odprawianą przez księdza kapelana chorągwi wielkopolskiej. Mimo niecodziennego otoczenia - ruchliwej autostrady ta msza była chwilą kiedy każdy z as zastanowił się nad sensem naszej służby i istotą naszego wyjazdu.
Do Warszawy powróciliśmy w niedzielę wczesnym popołudniem. Dla każdego z nas chwile spędzone na placu Świętego Piotra będą niezapomnianym przeżyciem, które każdy z nas może ofiarować w intencji zmarłego Największego Rodaka.

pwd. Michał Sztompke
Hufiec Warszawa Praga Północ